Kim jest John Galt?
To nie jest kolejna historia podróżnicza, to wyzwanie.
Kim jest John Galt? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna ani oczywista, dlatego też nie zostanie ona udzielona na początku tego tekstu. Przedstawię dziś znaczenia stojące za tytułowym pytaniem — smak tego odkrywania może przybierać różne odcienie, ale każdy z nich będzie bardziej ekscytujący niż podanie wszystkiego na tacy. Jedziemy.
Co widzisz każdego dnia w otaczającym Cię świecie? Czym są dla Ciebie zdarzenia, które się dzieją? Jakie są Twoje pobudki, które skłaniają Cię każdego ranka do rozpoczęcia kolejnego dnia Twojego życia? Czy wiesz, dlaczego jesteś w tym miejscu, z którego czytasz teraz te słowa? Czy głęboko pod maską swojej osobowości jesteś zadowolony z tego, kim jesteś?
Każda z wewnętrznych odpowiedzi to idealne pole do refleksji i zastanowienia się, czym jest dla Ciebie świat, w który każdego dnia wkładasz cząstkę swojej energii, nawet nie będąc tego bezpośrednio świadomym. Żeby ta refleksja była możliwa, trzeba zrobić ogromny ukłon w stronę własnego umysłu i docenić jego moc, którą można wykorzystywać do osiągania tego, czego pragniecie. Czy rozpoznajecie ten głos, który zawsze jest z wami?? Ten głos zna odpowiedzi na zadane wcześniej pytania. Ten głos zna prawdę, ten głos potrafi was obnażyć i zostawić na pastwę własnych rozmyślań.
Otaczający nas świat nie jest oczywisty ani jednoznaczny — każdego dnia uwikłani jesteśmy w mnogość procesów i interakcji, których źródeł nawet nie znamy. Potrafimy bezrefleksyjnie patrzeć na nasze otoczenie, nie zdając sobie sprawy, że jest ono odzwierciedleniem naszych wewnętrznych przekonań i wizji świata, którą zaakceptowaliśmy na drodze kształtowania naszej osobowości i tego, czym uważamy, że ona jest. Niezależnie od tego, czy nam się podoba, czy też nie to, co dostrzegamy w codzienności, warto zwrócić uwagę, co jest źródłem tego postrzegania i w co tak naprawdę wierzymy. Doszukując się głębi i wieloznaczności, zaczynamy robić miejsce dla sił sprawczych, które człowiek od zarania stara się werbalnie ująć, a których to w dalszym ciągu ująć dobrze nie potrafi. Stworzyliśmy religie, wierzenia, mistycyzm, ale dalej jednoznacznie nie potrafimy wskazać, co za siła porusza ten świat i generuje jego niekończącą się zmienność, w której człowiek gra bardzo istotną rolę.
Ale jaki to wszystko ma związek z tajemniczą postacią Johna Galta z książki „Atlas zbuntowany” Ayn Rand?
John Galt nie tylko przez większość książki występuje jako tytułowe pytanie, ale również zaczyna być swoistym elementem buntu wobec absurdów otaczającego świata i oddawania potencjału człowieka na rzecz realizacji postulatów i celów, które mu nawet nie służą. Otrzymując w zamian ekwiwalent własnego czasu okupiony brakiem samodzielnego, konstruktywnego myślenia i tworzenia własnej, niepowtarzalnej historii.
„Umysł ludzki jest podstawowym narzędziem przetrwania. Człowiek otrzymał życie, ale nie przetrwanie. Otrzymał umysł, lecz nie jego zawartość. Aby pozostać przy życiu, musi działać, a zanim będzie mógł działać, musi znać charakter i cel swoich działań. Nie może zdobywać pożywienia, nie wiedząc nic o nim ani o sposobach zdobywania go. Nie może wykopać rowu — ani zbudować cyklotronu — nie wiedząc nic o swoim celu ani środkach do jego osiągnięcia. Aby pozostać przy życiu, musi myśleć. Myślenie jest jednak świadomym wyborem.” – Ayn Rand „Atlas zbuntowany”
Ale co powyższy fragment mówi o tym, jak obecnie żyjemy?? Premiera książki miała miejsce w 1957 roku, więc jej założenia trzeba również dopasować do rzeczywistości kilkadziesiąt lat później.
Świat kontrastu i absurdu spogląda na nas z każdego zakamarka i w całkowicie oczywisty sposób często nie potrafimy się w nim odnaleźć. Nie mając wewnętrznego osadzenia we własnym kodeksie wartości i zakotwiczenia w zasadach, którymi kreujemy własne życie. Poprawność polityczna i łatwość zdobywania dóbr materialnych stworzyły warstwy społeczne oczekujące szybkiego zysku, bez potrzeby stawania się i pracy nad własną osobowością, która to powinna przechodzić taką samą metamorfozę jak i nasz status ekonomiczny. Oddajemy wewnętrzną integralność i niezależność pod dyktando politycznego dyskursu, którego celem nie jest nasze szczęście, lecz chęć przyporządkowania naszego zdania i opinii do realizacji określonej, z góry narzuconej wizji świata. Zabrania się krytycznego myślenia od małego, zastępując je długofalowym procesem indoktrynacji. Wchłaniającej powoli nasz indywidualny potencjał, którego widmo przejmuje skutecznie bycie użytecznym i przydatnym w świecie, który absolutnie się nami nie przejmuje, nawet jeśli sprawia takie pozory.
Kiedy następuje moment oddania własnych celów kosztem wyższego dobra ogółu?
Czy świat korporacji, które rozdrabniając odpowiedzialność pracowników na najmniejsze części, sprowadzając ich do całkowicie zastępowalnych elementów struktury, skutecznie już obciął ludziom mentalne jaja? Czy iluzoryczne bezpieczeństwo w postaci prywatnych osiedli, przedszkoli, klimatyzowanych biur i podziemnych parkingów wystarczyło, abyśmy zapomnieli, czym jest potęga jednostki i poświęcenie, którego wymaga odkrycie własnego daru i podążanie za intuicją bez pytania o pozwolenie i szukania potwierdzenia, że będzie dobrze?? Co się stało z dzikością i chęcią odkrywania? Co się stało z wolnością i ceną, jaką trzeba za nią zapłacić? Co się dzieje, gdy zaprzestajemy poszukiwania i zaczynamy traktować wszystko jako należną nam z urzędu rzeczywistość, nie mając pojęcia, co ją zbudowało??
Odpowiedź nie jest jednoznaczna ani tym bardziej uniwersalna — odpowiedzi nie znajdziemy na zewnątrz, tylko głęboko w środku własnego istnienia. Ale kto do jasnej cholery w tym zabieganym świecie ma teraz na to czas?? Skoro wszystko wymaga ciągłej reaktywności, walki o jutro i udowadniania innym, że coś znaczymy, kiedy ogół się tym absolutnie nie przejmuje. Biegniemy po uznanie, którego nie możemy dogonić, bo zwyczajnie się nie da — to, czego szukamy, staje się dostępne dopiero po zatrzymaniu i uznaniu własnych myśli i uczuć. Pójścia na spacer ze swoją ciemną stroną i powiedzenia: „dawno się nie widzieliśmy, fajnie, że wpadłeś”. Pytanie, kim jestem i co mnie stworzyło, może przynieść niezwykły rezultat, jeśli gotowi jesteśmy na przyjęcie własnej wewnętrznej prawdy i akceptację, której tak usilnie szukamy na zewnątrz. Naturalnie chcemy gdzieś lub do czegoś przynależeć, bo samotność nas uwiera, bo jest niewygodna, bo nie jest modna. Usilnie gonimy społeczne standardy, nie mając pojęcia, czym to społeczeństwo jest i jakie są jego moralne wartości. Problem polega na tym, że jeśli nie wiemy, kim jesteśmy i w co wierzymy, szybko znajdą się ludzie, procesy i zdarzenia, które wpoją nam „właściwe” odpowiedzi.
„Wasz strach przed śmiercią nie wynika z miłości do życia i nie daje wam wiedzy potrzebnej do jego zachowania. Człowiek musi nabywać swoją wiedzę i podejmować działania na podstawie procesu myślenia, którego nie narzuca mu automatycznie natura. Człowiek posiada zdolność samozniszczenia — i nią właśnie kierował się przez większość swojej historii. Istota żywa, uważająca swoje środki przetrwania za zło, nie przeżyje. Roślina usiłująca poplątać własne korzenie czy ptak walczący o połamanie własnych skrzydeł nie pożyłyby długo. Historia człowieka jest jednak historią walki o wyparcie i zniszczenie umysłu. Człowieka obwołano istotą rozumną, ale bycie rozumnym to kwestia wyboru — a alternatywa, którą mu oferuje jego natura, brzmi: istota rozumna lub dążące do samozagłady zwierzę. Człowiek musi być człowiekiem — z własnej woli.” – Ayn Rand, „Atlas zbuntowany”
Czym dla Ciebie jest dar życia?? Czy w ogóle traktujesz życie jako dar, czy bardziej oczywistość, do której masz pełne prawo??
Zostaliśmy obdarzeni świadomością i, jeśli nawet do dziś nie potrafimy do końca doprecyzować, czym ona jest, to korzystanie i rozwijanie jej potencjału nie jest warunkowane znajomością jej istoty. Jako istoty rozumne powinniśmy za wszelką cenę odkrywać złożoność tego świata i naszą indywidualną rolę w nim, będącą naszą drogą do szczęścia. Tyle że najpierw trzeba pochylić się przez chwilę nad tym, czym w ogóle jest dla nas szczęście. Uniwersalny i poprawny świat kreuje paradygmat szczęścia mierzony w tych samych kategoriach dla każdego z nas. Dla mnie jest to główny punkt odniesienia i miara podejmowanych decyzji w życiu, gdzie punktem sprawdzającym jest moment, kiedy patrzymy w lustro i dopuszczamy do siebie to, co głęboko czujemy, nawet jeśli tego nie wypowiadamy. Błędem w założeniu jest myślenie, że każdemu z nas szczęście przyniesie to samo. Otaczający nas świat kusi nas szybką kasą, bezrefleksyjnym spacerem przez rzeczywistość w drodze po odhaczenie tych samych przystanków: szkoła, studia, praca, auto w leasing, związek, dzieci, kredyt, wakacje, składki na emeryturę i czekanie, aż społeczeństwo uzna nas za mało przydatnych, skazując jednocześnie na bycie wyeksploatowanym elementem obciążającym system.
Płacenie ceny za podążanie za wewnętrznym głosem będzie wywoływać w nas strach, ale nie może stać się to powodem, dla którego zaprzestaniemy to robić. Właśnie w tym strachu i sięganiu poza nasz aktualny horyzont kryje się piękna i trudna, samotna droga rozwoju naszej osobowości i kształtowania wewnętrznego, moralnego kodeksu bycia człowiekiem. Stworzyliśmy i tworzymy każdego dnia świat wymagający naszej energii i czasu jako swoistego paliwa do tego, żeby tenże świat mógł funkcjonować w postaci, jakiej go znamy. W postaci, którą tak samo krytykujemy, jak również w postaci, której potrzebujemy, aby przetrwać. Nie mamy odwagi powiedzieć „NIE”, nie mamy odwagi przestać oddawać własne zaangażowanie na rzecz czegoś, co nas drenuje od środka, nie mamy odwagi, żeby rzucić to, co znamy, i powiedzieć: czy to wszystko, na co mnie stać? Czy to wszystko, co mogę sobą stanowić? John Galt to właśnie ten głos, który tłumimy, ten głos, który krzyczy, ten głos, który podnosi bunt — głos, który może postawić w zwątpienie wszystko, co do tej pory sądziliśmy o świecie. Ten głos, który chce zatrzymać bieg świata.
„Jedynie umysł człowieka może przeprowadzić złożony, delikatny, kluczowy proces identyfikacji, jakim jest myślenie. Jedynie jego własny proces rozumowania jest procesem moralnym. Na każdym jego etapie możecie popełnić błąd i nie chroni was nic z wyjątkiem własnej surowości — możecie też próbować oszukiwać, preparować dowody i unikać wysiłku dociekań — jeśli jednak poświęcenie dla prawdy jest wyróżnikiem moralności, nie istnieje większa, szlachetniejsza, bardziej heroiczna forma poświęcenia niż postępowanie człowieka biorącego na siebie odpowiedzialność myślenia.” – Ayn Rand, „Atlas zbuntowany”
Czy masz siłę i chęć zmiany tego, co Ci nie pasuje lub już z tobą nie rezonuje? Na co jeszcze czekasz… Zawsze nasz racjonalny umysł znajdzie odpowiednie usprawiedliwienie, dla którego obecny stan rzeczy nie może ulec zmianie, i w toku tego samego rozumowania przyjmiemy, że jakakolwiek zmiana jest poza zasięgiem. Przestań wreszcie trwać w pokurczonej formie i przyjmij własną wielkość, w którą nikt nigdy nie uwierzy, jeśli najpierw samodzielnie tego nie odnajdziesz głęboko w sobie. To nie jest kwestia pychy, lecz odrzucenia sztucznej skromności, której podłożem jest nic innego jak jedna z ciężkich emocji pod postacią wstydu.
Dostrzegając, co nam nie pasuje w świecie, musimy być gotowi na pokonanie wstydu przed tym, że właśnie bierzemy odpowiedzialność za siebie i liczymy się z tym, że wymawianie głośno własnej prawdy, zgoła odmiennej od ogółu, ściągnie na nas ocenę innych i brak akceptacji. Ale czyż to nie jest tak samo jak ze strachem przed działaniem na rzecz zmiany? Wiemy, że on istnieje, ale czy jest w stanie zatrzymać człowieka, który idzie po swoje? Czy ucieczka przed wstydem sprawi, że przestanie on istnieć? Odpowiedź nie zostanie udzielona jednoznacznie. Bo takowa nie istnieje.
„Duma polega na uznaniu faktu, że ty sam jesteś swoją najwyższą wartością i, jak wszystkie ludzkie wartości, i tę musisz zdobyć własnymi siłami — że ze wszystkich możliwych osiągnięć tym, które umożliwia pozostałe, jest stworzenie swojego własnego charakteru — że twój charakter, działania, pragnienia i emocje są produktami założeń, na jakich opiera się twój umysł — że, tak jak człowiek musi wytwarzać potrzebne mu wartości fizyczne, by zachować życie, musi zdobyć wartości charakteru, które uczynią to życie wartym zachowania… i że dowodem osiągnięcia poszanowania własnej wartości jest dreszcz pogardy i bunt twojej duszy przeciwko roli zwierzęcia ofiarnego, przeciwko nikczemnej bezczelności każdej doktryny.”
– Ayn Rand, „Atlas zbuntowany”
Teraz przyjrzyj się temu, co tworzysz — każdy najmniejszy element ciebie jest twoją indywidualną kreacją, nawet jeśli tego tak nie postrzegasz. Kiedy przestaniesz traktować zdarzenia codzienności jako dzieło przypadku, a w zamian tego spojrzysz na to jako siatkę okoliczności idealnie uszytą dla Ciebie, abyś odkrył, czym dla Ciebie jest życie i jak bardzo zależy Ci na własnym bezwstydnym istnieniu? Chcesz okazji do działania? Zacznij je tworzyć. Chcesz bogactwa? Zacznij je budować. Chcesz się zmienić? Zweryfikuj, co już nie działa, i znajdź narzędzia potrzebne do zmiany. Chcesz szczęścia? Zrozum i odkryj, czym jest ono dla Ciebie. Fundament Twojego charakteru wymaga takiego samego budowania jak materialny dom. Twoja osobowość to bardzo złożony obraz Twoich przekonań i wierzeń. Zacznij żyć pytaniami, których nigdy wcześniej nie zadałeś. Nie szukaj na siłę odpowiedzi, a pozwól życiu przynieść je w nieoczywisty sposób. Dostrzegaj subtelne zależności i zmienności, w których kryje się więcej wiedzy niż w odpowiedzi podanej na tacy. Czytanie między wierszami kształtuje w nas umiejętność dostrzegania tego, co niewidoczne, gdzie właśnie w tych przestrzeniach można wiele wyczytać tego, czego podświadomie poszukujemy. Musimy otwarcie przyznać się do własnych pragnień, do tego, kim jesteśmy, i zaakceptować własne odmienności zamiast na siłę szukać akceptacji, której sami sobie nie dajemy.
Na drodze własnego doskonalenia nie wolno pozwolić się sprowadzić do biernej funkcji odtwórcy z góry narzuconej roli, w której nawet dobrze się nie czujemy. Umysł i jego potencjał nie osiągnie swojej perfekcji, zadowalany chwilową przyjemnością. Chodzi o konsekwentne działanie — często monotonne i wręcz nudne, ale małymi krokami przybliżające nas do nieodkrytego jeszcze świata, w którym sami możemy o sobie stanowić. O tym, co posiadamy, o tym, gdzie podążamy, o tym, co robimy i o tym, kim się otaczamy. To właśnie składowa tych elementów, w indywidualnie dobranych proporcjach, tworzy naszą drogę, na której stajemy się tym, kim sobie lata wstecz wymarzyliśmy.
„Przyjmij za swój ideał moralny dążenie do bycia człowiekiem. Nie mów, że boisz się zaufać umysłowi, bo tak mało wiesz. Czy bezpieczniej jest ufać mistykom, odrzucając własną skromną wiedzę? Żyj i działaj w jej granicach i do końca życia ją rozwijaj. Wykup swój umysł z lombardu autorytetów. Zaakceptuj fakt, że nie jesteś wszechwiedzący, ale odgrywanie zombi nie zapewni ci wszechwiedzy — że twój umysł jest zawodny, ale pozbycie się go nie uczyni cię niezawodnym — że jeden własny błąd jest bezpieczniejszy niż dziesięć prawd przyjętych na wiarę, bo ten pierwszy pozostawia ci środki do naprawienia go, ostatnie zaś niszczą w tobie zdolność odróżnienia prawdy od błędu.” – Ayn Rand, „Atlas zbuntowany”
Czy zaczynasz słyszeć Johna Galta w sobie? Czy zaczynasz czuć jego osobowość, ukrytą w siatce połączeń tworzących Twój obraz świata? Czy jesteś w stanie sobie pozwolić przyjąć do wiadomości, że zostałeś oszukany na drodze kształtowania pojęcia rzeczywistości?? Tu chodzi o ból, marazm, cierpienie, o dotknięcie tak głębokiej wewnętrznej rany, że napływające łzy do oczu pozwalają w końcu poczuć się żywym. Nie piszę tego jako uniwersalnej odpowiedzi dla każdego, nie piszę tego jako człowiek, który odkrył prawdę, ale jako taki, który zaczął kwestionować, czym ona jest. Nie jestem nikim lepszym w tłoku codziennych zdarzeń, jestem głosem, który głośno wyraża swój bunt i sprzeciw. Mój John Galt woła o zamknięcie oczu na chwilę i głębokie spojrzenie na to, czego nie chcemy dostrzegać. Nie szukam przeciwników ani sprzymierzeńców, nie chcę prowadzić tłumów w nowej prawdzie, nie interesuje mnie, czy ktoś to doczyta do końca. Pragnę tylko mówić na głos to, co odkrywam, bez względu na zewnętrzną reakcję świata. Pragnę wprowadzać iskrę tam, gdzie jeszcze jest nadzieja, gdzie jest wiara i chęć odkrywania. Pragnę wypowiedzieć to, o czym inni boją się pomyśleć. Nie potrzebuję naprawić świata, potrzebuję widzieć zachwyt nad życiem w oczach ludzi, którymi się otaczam. Potrzebuję im mówić, co czuję i myślę, i chcę słuchać tego samego. W świecie, gdzie zaczęliśmy mierzyć wartość aspektem posiadania materialnego, a zapomnieliśmy, jak ważne są wartości moralne, umiejętność myślenia i wymiany spostrzeżeń. Gdzie fikcja próbuje wyprzeć autentyczność, krzyczę głośne „Stop!”. Gdzie chęć przypasowania zastępuje naszą wewnętrzną integralność, robię krok w tył i staję w cieniu. Kształtuję własną umiejętność obserwacji, nie pytając o zgodę, wierząc w to, co widzę i czuję, ufam swojej intuicji i karmię umysł tym, co go rozwija, a nie skazuje na bierność.
Nie poszukuję tutaj szczęśliwego zakończenia, ogólnego morału czy też przekonania, że mam rację, ponieważ to każdy może ocenić indywidualnie. Moje słowa to tylko oddanie szacunku wewnętrznemu głosowi po tylu latach tłumienia go i spychania na bok. Po latach odkrywania własnych uwarunkowań i zbędnych traum. Po latach walki z sobą i ciągłym szukaniem zewnętrznego wroga zrozumiałem, że sam jestem swoim największym przeciwnikiem. Nie wygram nigdy tej walki siłą i wyparciem, lecz zrozumieniem i akceptacją tego, kim jestem. Zrozumieniem, że nie wszędzie muszę pasować ani wypełniać niepasującej do mnie roli społecznej. Czy mam gwarancję sukcesu? Absolutnie nie. Czy mogę się mylić? Oczywiście. Ale smak odkrywania tego, kim jeszcze mogę się stać, przekraczając granice dotąd nieznanego świata oraz ekspozycja na porażkę daje mi również szansę na sukces i prawo do szczęścia. Abym mógł czuć się żywym w każdej minucie, traktując czas jako proces umożliwiający mi bycie człowiekiem w pełnym spektrum doświadczenia, a nie odliczanie aż zamknę oczy, nie wiedząc, po co właściwie je otworzyłem.
„Walcz o swoją własną wartość. Walcz o cnotę swojej dumy. Walcz o istotę człowieczeństwa: o suwerenny, racjonalny umysł. Walcz z promienną pewnością i niezłomną wiedzą, że twoja moralność jest moralnością życia i że twoja bitwa jest bitwą o każde osiągnięcie, wartość, wielkość, dobro i radość, jakie kiedykolwiek istniały na tej ziemi. Zwyciężysz, kiedy będziesz gotowy wypowiedzieć ślubowanie, które ja złożyłem na początku swojej bitwy — i dla tych, którzy chcą ujrzeć dzień mojego powrotu, powtórzę je teraz wobec całego świata: Przysięgam — na swoje życie i swoją miłość do niego — że nigdy nie będę żył dla innego człowieka ani prosił go, by żył dla mnie.”
– Fragment przemówienia Johna Galta na koniec książki. Ayn Rand, „Atlas zbuntowany”.
Kim jest John Galt?
Historia przedstawiona przez Ayn Rand przedstawia Johna Galta jako wybitnego konstruktora i inżyniera w amerykańskiej rewolucji przemysłowej lat 20. poprzedniego wieku. Galt, widząc absurdy otaczającego go świata i piętnowanie wybitnych jednostek, zawłaszczając ich wartość intelektualną dla dobra społeczeństwa, które bezmyślnie konsumuje wytwory ludzkiego umysłu — postanawia odejść. Odchodzi i znika z otoczenia, zostawiając po sobie tytułowe pytanie, które występuje w trakcie całej książki jako symbol szukania odpowiedzi, która nie jest oczywista. Galt odchodzi, ale pomału zabiera też innych, którzy podzielają jego obraz świata. Zabiera inne wybitne umysły: bankowców, przemysłowców, inżynierów — wszystkich, którzy również sprzeciwili się oddawaniu swojego potencjału kosztem wyższego dobra. Ci ludzie zaczęli znikać bez śladu, oddając sobie szacunek za to, kim są. Pomału te jednostki zaczęły tworzyć swój spójny system wzajemnego działania, gdzie każdy mógł wykorzystywać swój potencjał w zgodzie ze swoimi wartościami moralnymi, tworząc nowe społeczeństwo na podstawie innych zasad. Zasad, które nie kradną potencjału, a pozwalają go wykorzystywać, aby czynić dobro dla siebie i innych. Ciężko tutaj w kilku zdaniach przedstawić cały koncept książki, która ma ponad ok. 1000 stron. Galt zatrzymał silnik świata, pokazując ludziom, że wszystko, co ich otacza, to wynik realizacji potencjału umysłu i wolnej woli jednostek, które chciały zrobić i stworzyć coś więcej, niż się od nich wymaga.
Ale spróbujmy odnaleźć się we własnej codzienności z tym samym pytaniem. Czy robimy to, co kochamy? Czy tylko znajdujemy bezpieczną przystań, gdzie nam płacą, akceptują i nie wymagają więcej, niż to potrzebne? Czy przesuwamy granice poznania, czy tylko sięgamy tam, gdzie już ktoś był? Czy budujemy siebie, czy tylko tworzymy wersję pasującą do ogólnie panujących norm? Widzę bierność, marazm i wszechobecny konformizm próbujący ukierunkować nas tam, gdzie wymagają tego zewnętrzne potrzeby. Bo jesteśmy dla świata zasobem, który musi go poruszać. Skala tego jest porażająca. Ale dostrzegam również piękno, ogień w ludziach i chęć wykorzystania tej jednej, niepowtarzalnej szansy bycia tutaj, aby stać się kimś więcej niż tylko paliwem do systemu, który perfekcyjnie nas drenuje powoli i metodycznie. To nie jest pojedynczy wróg w namacalnej postaci, to skrzętnie ułożony, wielopoziomowy schemat zależności, wymagający od nas naszego czasu i energii. Zastanów się, jadąc znowu do pracy tą samą drogą, do tego samego miejsca, wykonując te same czynności, robiąc podsumowanie kolejnej prezentacji czy jakiejkolwiek czynności, którą wymieniasz na pieniądze. Czy to, co robisz, buduje Twój świat tak, jak chcesz go widzieć, czy tylko pomaga Ci przetrwać w czymś, co Cię nawet nie cieszy…
John Galt to manifest, to bunt, to krzyk i cisza jednocześnie, to prawo do radości z życia i łez bólu. To odwaga do samostanowienia i mówienie na głos, odrzucając szept wątpliwości. To otwartość na naukę z błędów i branie nauki z przeżyć. To prawo do zmiany i odporność na krytykę. To droga wciąż czekająca na odkrycie, droga nagradzająca podążających nią śmiałków odpowiedzią na pytanie: „Kim właściwie jestem?”

